
„Życie jest jak pudełko czekoladek” i w środę u nas to powiedzenie weszło na salony, dosłownie.
Dzieciaki wskoczyły do czekoladowego świata, gdzie miedziane rury, koła zębate i cały ten „fabryczny teatr” robią klimat jak z filmu, tylko zamiast dymu z komina unosi się zapach kakao. Na zdjęciach widać to najlepiej: raz cisza przed burzą (pusta sala, gotowa na małych odkrywców), a chwilę później już pełen ruch, śmiech, ciekawskie spojrzenia i te miny typu: „Dobra, tu się dzieje magia”
Było wszystko, co w takiej wyprawie powinno być: patrzenie, dotykanie, próbowanie, odkrywanie. Pralinki jak kolorowe klejnoty w pudełku, czekolada, która nie jest tylko „słodyczem”, tylko opowieścią, o ziarnach, o smaku, o cierpliwości i o tym, że najlepsze rzeczy powstają krok po kroku. A dzieci? One to mają w pakiecie: potrafią zachwycić się jednym kawałkiem tak, jak dorośli czasem nie potrafią całym urlopem.
Dla jednych to była wycieczka, dla innych pierwsze spotkanie z „fabryką”, w której czekolada ma swoją scenę, światło i rekwizyty. A dla wszystkich to kolejny dowód, że ferie zapisują się w pamięci najlepiej wtedy, gdy pachną. I to konkretnie: kakao, wanilią i odrobiną dziecięcej radości.
Dziękujemy za ten dzień pełen słodkich emocji.
Niech Wam się to trzyma w głowie jak najlepsza pralinka, długo po ostatnim kęsie.