
KGW Kaczyce i KGiGW Lipnik połączyły siły i pokazały, że tradycja nie potrzebuje wielkich słów. Wystarczy mąka, gorący tłuszcz, dobry przepis i wspaniali ludzie, którzy potrafią zrobić klimat lepszy niż niejeden festyn.
Smażyliśmy pączki według przepisu Pani Władysławy z KGW Kaczyce, z nadzieniem z polskich, tradycyjnych owoców.
I to nie była żadna „produkcja”, tylko prawdziwa robota: zwijanie, turlanie, lepienie, zaplatanie - techniki jak umiał tak robił.
Kto umiał, ten uczył. Kto nie umiał, ten szybko łapał rytm, bo przy tylu sposobach zawijania pączka nie było miejsca na pozowanie na znawcę.
Najlepsze było to, że wiek i doświadczenie nie grały roli. Liczyło się jedno: wspólny stół i ten moment, kiedy pączek łączy pokolenia lepiej niż tysiąc przemówień o tradycji.
Pojawiły się również pączki „na zimno” i małe wyjaśnienie, żeby nikt nie myślał o lodówce: „na zimno” oznacza sposób prowadzenia ciasta, a finał jest po królewsku, gorący tłuszcz, złoty kolor i ten cichy szept sumienia: „dobra… jeszcze jednego”.
Dziękujemy KGW Kaczyce i KGiGW Lipnik za piękny czas i za to, że tradycja tutaj nie stoi na półce. Ona żyje, pachnie i smakuje.